Gorąc i plucha („Fikcja klimatyczna w Polsce”, red. Grzegorz Czapski)
Ten dzień musiał w końcu nadejść. Jeśli w tym kraju publikuje się antologię pod nazwą Fikcja klimatyczna w Polsce, to nie mogę o niej nie napisać.
Disclaimer: następuje tu pewien konflikt interesów, bo sam wysłałem opowiadanie na nabór, ale się nie dostało (choć, jak napisał mi redaktor w komentarzu na Facebooku, było blisko).
Za stworzenie zbioru odpowiada Stowarzyszenie Miłośników Fantastyki „Biały Kruk”, wydające też magazyn pod tym samym tytułem. I, tak jak w przypadku czasopisma, elektroniczna wersja jest dostępna za darmo (jak komuś nie pasuje pdf, to jest też nieoficjalny epub). Papierową można zaś zakupić na stronie Wydawnictwa IX.
Antologia zawiera całkiem sporo, bo aż 15 tekstów (z czego jeden to mikropowieść). W większości pochodzą z naboru, ale niektóre są pisane na zamówienie. Oprócz nazwisk, które zobaczyłem po raz pierwszy (co oczywiście nie oznacza, że to debiuty), występują tam także takie, które już kojarzyłem, jak Istvan Vizwary, Romuald Pawlak czy Paweł Domownik. Teksty są dość różnorodne, bo mamy tu fantasy i SF (choć z przewagą tego drugiego), solarpunk, postapo i dystopie, życie zwykłych ludzi i wielkie projekty infrastrukturalne.
Założeniem zbioru było umieszczenie akcji każdego tekstu w Polsce (albo przynajmniej na polskiej stacji kosmicznej), co gorąco popieram. To, w jaki sposób konkretnie objawiają się skutki zmian klimatu i jak na nie zareagujemy, zależy od kontekstu, tak geograficznego, jak i politycznego. A nie kojarzę żadnego anglojęzycznego climate fiction, którego akcja działaby się w Europie Środkowej.
Nie chciałbym, żeby żadne z opowiadań zostało pominięte, więc poniżej postaram się napisać coś o każdym z nich.
Marta Magdalena Lasik – Raz, dwa, trzy! Baba Jaga patrzy Bardzo dobry początek antologii. Świat, w którym ludzkość (przynajmniej ta jej część, która przeżyła, bo znacznie mniejsza niż obecna populacja futurystycznego Wrocławia sugeruje, że większość nie miała takiego szczęścia) przystosowała się do zmian klimatu i ograniczyła swój wpływ na te zmiany, zamieszkując w arkologiach zasilanych niskoemisyjną energią (odnawialną lub atomową – do tej pierwszej jest drobny przytyk). Ale jednak – kolosalne wysiłki, które podjęto, nie wystarczają, co rodzi interesujące dylematy moralne. Ile powinno się wymagać od ludzi? Jak skłonić ich do podjęcia dodatkowych działań? Nie żebym popierał to, co starała się zrobić część bohaterów, ale same pytania są ciekawe i stanowią siłę tego tekstu.
Ewa Marczyńska-Goldstein – Tradycyjne role społeczne A to znacznie lżejszy tekst z elementami humorystycznymi. Wykorzystuje konwencję urban fantasy, żeby pokazać potrzebę adaptacji do zmian klimatu. Kurczowe trzymanie się przeszłości nam nie pomoże. Za dużo zdążyło się już zmienić.
Martyna Biesiada – Opowieść miłosna o końcu świata Bardzo emocjonalne opowiadanie o smutku związanym z wymieraniem gatunków i destrukcją ekosystemów. Można się nieco przyczepić do nieścisłości. Beatrycze Nowicka w swojej recenzji zauważa jedną – dlaczego wciąż odbywają się polowania, skoro wiele wskazuje na to, że nie ma już na co polować? (Chociaż, biorąc pod uwagę, że myśliwi mają w Sejmie reprezentację od prawa do lewa, może nie powinno dziwić, że wywalczyli sobie prawo do polowania nawet na niedobitki wymierających gatunków). Ja mogę dodać kolejną: mimo że zmiany klimatu i inne problemy ekologiczne wydają się mieć bardzo niszczycielskie skutki, jednocześnie ludzkość wydaje się funkcjonować z grubsza jak dawniej. Ot, trudno dostać kawę, a na wakacje („w miejscach, które akurat nie płoną”) stać tylko elity. Ale nie wydaje się to wpływać jakoś mocno na główną bohaterkę (poza wywoływaniem w niej smutku) czy jej rodziców. A przecież na tajemniczą chorobę zapadają nie tylko drzewa, ale i trawa – więc co ze zbożem (patrz Śmierć trawy)? Mimo to, rozumiem zamysł autorki, by skupić się na losie wymierających gatunków pozaludzkich. Większość pozostałych tekstów, jeśli nie wszystkie, przybiera perspektywę antropocentryczną, skupiając się na skutkach zmian klimatu dla człowieka. Nie żebym uważał, że jest w tym coś złego (podejrzewam, że dla wielu osób „co się stanie z ludźmi?” to główna obawa, zresztą, myślę że w kraju księdza Guza i lamentów o „animalizacji człowieka” łatwiej przekonać kogokolwiek właśnie w ten sposób). Ale to nie zmienia faktu, że niszczenie środowiska byłoby złem nawet jeśli człowiek by na tym nie tracił.
Sida Olesiak – Rodzinny interes Przewrotny tekst. Jeśli mielibyśmy wyobrazić sobie alternatywną, optymistyczną historię zmagań (czy raczej ich braku) ludzkości ze zmianami klimatu, to jak mogłaby wyglądać? Może pomogłoby, gdybyśmy zostali ostrzeżeni wcześniej? Może byłoby lepiej, gdyby światem rządziło dobroczynne tajne stowarzyszenie? Opowiadanie Olesiak pokazuje, że nie tędy droga, a politykę lepiej oprzeć na nauce, a nie na mistycznych wizjach, choćby i prawdziwych (a to, że współcześni rządzący wybrali trzecią opcję – „maksymalizacja krótkoterminowego zysku” – to już inna sprawa).
Małgorzata Lewandowska – Wolne blokowiska Proszę państwa, mamy to! To znaczy, poniekąd mieliśmy to już wcześniej. Pisząc/opowiadając o solarpunku, zawsze starałem się podawać jakieś polskie przykłady, wpisujące się przynajmniej częściowo w ramy gatunku (niekoniecznie świadomie). Jednak czegoś tak bardzo solarpunkowego dotychczas w Polsce nie było (no, pomijając Kogoś takiego jak ty Pawła Ngei i Any Sun, ale to zupełnie inny klimat, bardziej „to praktycznie mogłoby się wydarzyć dzisiaj” niż „przyszłość”). Mamy tu „utopię w dystopii” jak w Walkaway Doctorowa. Nierówności społeczne wciąż rosną, obowiązuje prawie dosłowny technofeudalizm (do tego stopnia, że lokalny bogacz jest przezywany „hrabią”). Ale mieszkańcy blokowiska postanawiają wziąć kwestię adaptacji do zmian klimatu w swoje ręce. Czyli: sama esencja solarpunka, przeszczepiona na swojski grunt post-PRLowskiego osiedla. Ogólnie, tekst mi się bardzo podobał, aczkolwiek zdarzały się momenty, w którym trudno było go traktować poważnie (te rozsuwające się ściany odsłaniające tajne pomieszczenia…). Swoją drogą nie wiem, czy autorka przewidziała przyszłość, ale na pewno przewidziała memy (jest tam dosłownie jedno zdanie o tresowaniu wron, żeby niszczyły urządzenia podsłuchowe – jakiś memiarz zasugerował robienie tego samego jeśli chodzi o kamery Flock w USA).
Natalia Ciejka – Po ile dziś powietrze? Ten tekst chyba najmniej przypadł mi do gustu z całego zbioru. Przewidywalny plot twist i tekst, z którego nie wynosimy wiele poza „korporacje są złe”.
Mateusz Wyszyński – Ziemia ma się świetnie! Postapo. Ale nie takie, w którym niedobitki ludzkości brutalnie walczą o zasoby (zresztą, zarazki uwolnione z wiecznej zmarzliny zabiły tyle ludzi, że proporcja populacji do zasobów mocno się zmieniła). Raczej takie pokazujące, że nawet w skrajnych warunkach ludzie mogą sięgać myślą dalej niż własne przetrwanie – dosłownie ku gwizadom. Trudno powiedzieć, że tekst daje nadzieję (Ziemia ma się świetnie, ale nie można tego powiedzieć o niedobitkach ludzkości), ale mimo wszystko ma nieco pozytywny wydźwięk.
Artur Siwek – Zerec Orbitalne elektrownie słoneczne to, na ile się orientuję, niezbyt dobry pomysł. Owszem, na orbicie nie ma chmur, a czas przebywania w cieniu Ziemi jest krótki, więc ograniczałoby to zmienność w produkcji energii. Ale problem pojawia się, kiedy tę energię trzeba przesłać na Ziemię za pomocą wiązki mikrofal. Artur Siwek wyobraża sobie, że zamiast tego moglibyśmy połączyć satelitę z Ziemią kablem (do czego oczywiście potrzebowalibyśmy nadprzewodników działających w temperaturze pokojowej, które jak na razie nie istnieją). Nie wiem, na ile to ma sens (pewnie zależy od tego jakie własności nadamy naszym fikcyjnym materiałom). Ale nawet jeśli nie ma – tekst niezły, tylko trochę zgubiłem się na końcu.
Istvan Vizvary – Tylko to się liczy Nieco groteskowe postapo, w którym bohaterowie pochodzą ze społeczności zbudowanej wokół jedynego znanego im tekstu, jaki przetrwał katastrofę – Kajka i Kokosza. Co, owszem, wnosi tam pewne humorystyczne elementy, ale jednocześnie nie zmienia faktu że jest to tekst brutalny. W zasadzie, to taka tradycyjna wizja apokalipsy, w której zjadasz albo jesteś zjedzony (co jest poniekąd rewersem Ziemia ma się świetnie!), a na żadną powolną odbudowę cywilizacji nie ma co liczyć.
Karol Ligecki – Marek, Anna i Bartek Nie jest to złe, ale zupełnie mi nie „siadło”. Zwłaszcza, że autor na swoim kanale na youtubie zachwyca się rozmaitymi hardSFami, więc tak by się chciało, żeby napisał jakieś hard cli-fi, tymczasem to jest zupełnie co innego – to bardziej, jak to ujęła Beatrycze Nowicka, „coś w rodzaju futurystycznej baśni”. Na pocieszenie mogę powiedzieć, że byłem zaskoczony tożsamością Anny i Bartka i są to ładne plot twisty.
Tomasz Kozłowski – Odłamki pór roku Zdecydowanie dobra rzecz. Tekst o życiu zwykłych ludzi w czasach zmian klimatu, ale jeszcze nie tych „wielkich” rozwalających społeczeństwo, na razie po prostu zamiast czterech pór roku mamy dwie, „gorąc” i „pluchę” (myślę, że to adekwatne nazwy, i nie obraziłbym się, gdyby przyjęły się w potocznej polszczyźnie). W takim świecie pojawia się drobny element nadnaturalny, który odwraca zmiany na niewielkim obszarze. Ale czy prowadzi to do czegokolwiek dobrego? Możecie zgadnąć sami.
Marta Gidyńska – Hemimetabolia Interesujący punkt wyjścia – masowy upload świadomości do komputerów, aby zmniejszyć ślad ekologiczny, doprowadza do powstania społecznego rozwarstwienia między „realnymi” a „wirtualnymi”. W końcu serwery nie obsługują się same, a brudną, fizyczną robotą, której nie wykona się z wnętrza komputera, musi się ktoś zajmować… A jednak tekst nie do końca realizuje swój potencjał, między innymi przez zbytnie uproszczenia (bardzo łatwo zostać terrorystą) czy wręcz deus ex machinę (patrz: materiały, z których zbudowano serwerownię, i konsekwencje tego faktu).
Jakub Sokołowski – Tożsamość narodowa Jeden z ciekawszych tekstów w zbiorze. W odbudowujących się, postapokaliptycznych Katowicach architekt dostaje zadanie zaprojektowania nowego osiedla, które byłoby nie tylko po prostu zbiorem domów, ale też symbolem nowej ery. Widać tu pewne motywy około-solarpunkowe (jak chociażby inspiracje Gaudim), choć ostatecznie Katowice są dyktaturą, co niezbyt rezonuje z solarpunkowymi ideałami. Podobało mi się też ukazanie biedy i niedoboru zasobów w postapokaliptycznym społeczeństwie. Pomijając dyktatora i jego otoczenie, wydaje się ono całkiem egalitarne, współpracujące, współdzielące wiele aspektów życia (jak np. stołówkę) – ale przypomina to bardziej szary PRL niż radosne, kolorowe solarpunkowe komuny.
Paweł Jakub Domownik – Morowy chłopak Jeśli miałbym wybrać najlepszy tekst z antologii, to musiałbym wybrać między tym a Raz, dwa, trzy! Baba Jaga patrzy. Autor twierdzi, że napisał retelling Rambo – czego nie jestem w stanie skomentować, bo Rambo nie oglądałem (mogę tylko powiedzieć, że moje pierwsze skojarzenie z tytułem Rambo to rozwałka, i tę zdecydowanie w opowiadaniu dostaniemy). Pisał również, że chodziło o pokazanie dystopijnego świata, w którym zmiany klimatu zostały zatrzymane, ale cały koszt tego wysiłku został przeniesiony na najuboższych. Więc dostajemy między innymi strzelanie (i żeby tylko...) do uchodźców na granicy „Twiedzy Europa” i protesty pod hasłem „Woda prawem, nie towarem”. Z nieklimatycznych smaczków – podobał mi się kelner, który był w stanie obsługiwać trzy restauracje jednocześnie (w każdej z nich sterując kelnerem-robotem i wspomagając się sztuczną inteligencją). Oraz kwantowa identyfikacja tożsamości za pomocą czipa w mózgu, sugerująca, że autor coś tam wie o mechanice kwantowej (w sensie, tak jak w rzeczywistości, splątanie „zużywa się” kiedy dokonujemy pomiaru, co autor zbywa tym, że „elektronów jest dużo”; co prawda nie wierzę w elektrony zachowujące splątanie przez dekady, ale nie bądźmy drobiazgowi).
Romuald Pawlak – Rozwiewa się mgła nad Niebiańskimi Grobami Klimatyczne postapo o społeczności, która próbuje nie powtarzać błędów dawnych ludzi, chociażby próbując żyć bardziej w zgodzie z naturą i unikać walki. Nie wiem, czy taki temat wymaga aż całej mikropowieści (jeśli chodzi o skłanianie do przemyśleń, to lepiej działają bardziej „skoncentrowane” teksty Lasik czy Domownika), ale z drugiej strony, w mikropowieści możemy lepiej poznać bohaterów. I takie jest też Rozwiewa się mgła… – skupione na postaciach, nie pomysłach. Co kto woli.
Ogólnie, antologia wygląda dobrze. Jasne, literacko bywa lepiej lub gorzej, jak to w antologiach, ale kilka z tekstów zdecydowanie polecałbym do przeczytania nawet osobom niezainteresowanym climate fiction. Z kolei tym zainteresowanym polecam całość, bo prawie każdy autor miał coś ciekawego do powiedzenia. Mimo wspólnego tematu, nie ma tu monotonii, bo każdy tekst „ugryzł” zagadnienie od nieco innej strony.
Warto wspomnieć, że „Fikcja klimatyczna…” nie jest pierwszą polską antologią cli-fi. Ten zaszczyt przypada wydanej cztery lata temu Gdy Ziemia miała nas dość z Fantazmatów. Porównując te dwie pozycje, ta chronologicznie pierwsza wydaje się być „równiejsza” literacko. Z drugiej strony, mieliśmy tam teksty zarówno „wgryzające się” w temat zmian klimatu od strony, powiedzmy, filozoficznej (Białe mięso, czerwona krew, Pieśń dla wieloryba) jak i takie traktujące temat zupełnie pretekstowo (Zielone płuca). W antologii Białego Kruka ta druga kategoria praktycznie nie występuje. Nawet, kiedy autorzy wykraczają poza to, co fizycznie możliwe, idąc w fantasy, ich teksty wciąż wydają się bardziej osadzone w rzeczywistości niż niektóre z Gdy Ziemia miała nas dość.
Nie piszę tego by deprecjonować antologię Fantazmatów (warto po nią sięgnąć!) ale po to, by pokazać, że sposoby pisania o klimacie zdążyły się zmienić przez te cztery lata. I bardzo dobrze. Polska odnoga gatunku climate fiction się rozwija, a „krucza” antologia jest tego świadectwem.